POMMERANIA LINKI KONTAKT
NORDSZON NORDSZONIADA CZWARTKOWE SPACERY TRÓJMIEJSKIE WŁÓCZĘGI MISJA POMMERANIA INNE



Odbyły się:

VI Karpacki Finał
WOŚP

10 stycznia 2010



Manewry SKTP
  • 2010 XXXVI edycja
  • Zapraszamy do obejrzenia zdjęć z IV Nordszona. Systematycznie będą one dodawane. Prosimy również o podzielenie się Waszymi zdjęciami :)




    XXXVI Manewry SKTP
    21 marzec 2010
    w Kaliskach


    Manewry SKTP to cykliczne zawody na orientację które odbywają się w bliższej lub też dalszej odległości od trójmiasta. Spośród innych imprez tego typu, wyróżnia je nocny charakter marszu. Trasy na nich ma ją średni dystans i zróżnicowany stopień trudności. Ich ilość i różnorodność pozwala dostosować swoje umiejętności w nawigacji.
    My aby zbytnio się nie zmęczyć decydujemy się na trasę trudną o zachęcająco brzmiącej nazwie "To nie są lampiony których szukacie". Będąc na liście uczestników i mając opłacony start razem z Darią wyczekiwaliśmy dnia startu.
    Z pewnymi perypetiami dojechaliśmy do tucholskich Kalisk w których znajdować się miała baza zawodów. W niej szybko się przebieramy, rozwieszamy plakaty i rozdajemy ulotki o Nordszonie. Jeszcze krótkie przywitanie się i rozmowy ze znajomymi, często spotykanymi tylko na tej imprezie. Mając 21 minutę startową wnet po odebraniu mapy wyruszyliśmy na trasę.
    Punkt kontrolny numer jeden znajdował się w niewielkiej odległości od bazy. W sam raz aby się rozruszać. Plan dojścia był banalnie prosty. Najpierw główną drogą do lasu, potem w prawo wzdłuż ściany lasu, przed pierwszą przecinką skręt w prawo na leśną drogę i cały czas nią mijając dwie kolejne przecinki. Odmierzyć odległość i skręt w las na punkt.
    Plan wykonaliśmy. Z leśną niespodzianką w postaci śniegu. Mokrego śniegu. Częstych kałuż szerokości drogi. Woda na drodze utrzymywała się niczym w lodowej rynnie. Warunki nader niespodziewane, bo poza lasem śniegu nie uświadczy się. W każdym razie Pk 1 odnaleziony.
    Do Pk 2 podobna strategia. Najpierw przecinką, z jednej strony oddziału na drugi. Tam skręt i prostopadłą przecinką na północny zachód. Musimy minąć szosę i odnaleźć drogę na przecince. Droga tą obejść jezioro i skręcając na poprzeczny dukt, dojść w pobliże punktu. No i odnaleźć sam punkt. Wyszło podobnie jak w z punktem pierwszym. Spodziewaliśmy się lokalizacji na górce, a wyszedł dołek. Oczywiście przecinki to śnieg i olbrzymie kałuże. Rozpędzić się nie dało. Im szybciej się szło tym łatwiej można było wpaść w poślizg i tym samym do kałuży. Mgła nas zniewalała, rzeźby terenu nie pozwalając wyczuć. To szliśmy na czuja. Punkt odnaleziony poprzez dojście do przecinki przed którą winien się znajdować.
    Z Pk 3 nie poszło nam już tak łatwo. Miała być prosta przecinka, potem droga i sam punkt. Wyszło zgoła inaczej. Zamiast na początku iść przecinką wyszła droga. No cóż moja wina. Z Pk 2 myślałem, że wróciliśmy na napotkaną wcześniej przecinkę. Wróciliśmy na drogę którą wcześniej wędrowaliśmy, Błąd zauważyłem spojrzawszy na kompas gdy już przebyliśmy kawałek. Nie było sensu zawracać skoro przed nami miała być szeroka droga. Nią wróciliśmy do zgubionej przecinki i dalej prosto. Jedna przecinka, na drugiej skręt. Kawałek prosto, a dalej już drogą. Odnajdujemy po prawej młodnik i punkt. Niestety prawdopodobnie stowarzyszony który też haniebnie spisaliśmy. Prawdziwy Pk był prawdopodobnie skrzyżowanie dalej, za młodnikiem, wbrew mapie.
    Na 4kę droga była długa i taka też miała być. Widoczność na kilka metrów. Ciepło z niewielkimi podmuchami chłodniejszego powietrza. Czasem siąpił tez deszcz, a mgła ulegała okresowemu skupieniu. My szliśmy i szliśmy przecinając drogę mleczną. Jedna przecinka, druga, skręt, trzecia przecinka, druga, odmierzyć 250 metrów skręt w prawo i widzimy głęboki dołek w którym odnajdujemy punkt czwarty.
    Punkt piąty miał być blisko i miał być łatwy. Pierw przecinką którą już szliśmy na zachód, potem skręt na południe i odmierzamy 500 metrów. Nawet wyszło. Ja i Daria zgodnie twierdzimy ze to tutaj. Jakoś teren mi się nie zgadza. Punkt miał być w najniższym miejscu, a się zaczyna wznosić. Obszukujemy bok, cofamy się. Wchodzimy w las. I nic. Nie ma punku a wedle mapy miał być przy drodze. Zataczamy coraz większe kręgi. Jednolity monokulturowy las skutecznie utrudnia nam zadanie. W końcu go widzę. Jeszcze głębiej w lesie. Tak głęboko, aby go nie znaleźć. Odliczam odległość od drogi, 30 metrów, od najgłębszego miejsca ze dwadzieścia to już granica 2 milimetrów na mapie będzie. Jeśli jeszcze wziąć pod uwagę, że te 500 metrów jest jeszcze dalej, to i 80 metrów znajdziemy różnicy od umiejscowienia kropki na mapie.
    Zdenerwowani zaistniałym faktem ruszamy na szóstkę znów ta sama przecinka co wcześniej. Potem prostopadłą przecinką na północ i w lewo. I jest punkt . We mgle majaczy mi droga, punkt spisany idziemy dalej, a majaczącej drogi ni ma. Za to jest drugi punkt i faktyczna droga. Robimy przebitkę. Dziesięć punktów karnych na pewno już będzie.
    W pobliże punktu siódmego docieramy bez większego problemu. Najpierw drogą którą wcześniej niby widziałem, potem przecinką na dół mapy i skręcamy w lewo. Odmierzamy dosyć dokładnie wbijamy się w lewo. I jest górka. A na górce nic. Szukamy my, szukają inni i nic. Ponownie mierzymy i dokładnie to samo. Potem ktoś znajduje dołek a w nim punkt. Tylko czemu tam, a nie tu. Znów niesamowity rozrzut. Dołek jest, innego w pobliżu nie ma. Wedle mapy winien być dołek tylko w innym miejscu. Spisujemy i idziemy dalej.
    Punkt 8 zwyczajowo jest najprostszy do odnalezienia ze względu na zalegające przy nim ognisko. I masę ludzi wokół się kręcących, Patrzę na mapę w jakiej to wiosce. Korelia. Dziwne nie znam. A ponoć ziemie te znam wyjątkowo dobrze. Przysiągłbym, że idę do wsi co Bartel Wielki się zwie, czy tez do Bartla idę jak to miejscowi mawiają. Dziwne to.
    Idziemy pierw przecinką, potem przez łąkę i pole. Za ewentualne zniszczenia przepraszamy. Dochodzimy do drogi, a z nią do gospodarstwa na terenie którego ognicho trwa. Ale ludu przy nim mało, wszyscy zadaszone palenisko wybrali. Podbijamy punkt i sami zalegamy pod dachem. Jedna kiełbaska druga kiełbaska trochę musztardy. Kubek pełen czaju. Pogaduchy, i grzanie. Po niespełna godzinie czas ruszyć dalej. A i dowiaduję się ze trasa punktów 12 liczy a nie 16 jak żem myślał. Ot na mapę nie patrzę. A wiocha to faktycznie Bartlem jest.
    Z Darią ruszamy dalej. Nawet zwyczajowe zimno po ognichu nie stało się dokuczliwe. Idziemy na dziewiątkę. Przechodzimy skrzyżowanie z jakimś pomnikiem. Tzn. wiem jakim, nie raz go oglądałem, lecz niepamięć mnie zaległa i zalega nadal.
    Teraz trasa wieść będzie bardziej na południe i wschód, Tak aby wrócić do Kalisk. Na dziewiątkę idziemy piękną przecinką. Mijamy kolejne odziały leśne. Skręcamy na ich skrzyżowaniu na południe. Odmierzam 350 metrów, patrzę w lewo w poszukiwaniu ścieżki i jest. Idziemy nią, by po kolejnych zmierzonych stu metrach się zatrzymać rozglądnąć i znaleźć obok lampion. PK 9 jest nasz.
    Na dziesiątkę idziemy dalej na południe. Natrafiamy na drogę, która zdaje nam się przecinką. Idziemy nią kawałek, ale kierunek nam się nie zgadza. Stwierdzamy że to nie przecinka, a droga która biegnie na północny wschód do Bartla. Odnajdujemy zmyloną przecinkę jednak ta w odróżnieniu od poprzedniej drogi najzwyczajniej nam się nie podoba. Na południe zdążą tez droga którą decydujemy się wędrować. Nią przechodzimy oddział leśny i wychodzimy na kolejnym skrzyżowaniu. Widzimy kolejną przecinkę która ma nas wyprowadzić na północ od Pk 9. Jednak decydujemy się punkt zaatakować od południa idąc lepszymi drogami przez wieś co Yavin się zwie. Co za Jawin znowu?? Nagle przychodzi chwila olśnienia. Nazwy wzięte z Gwiezdnych Wojen. W końcu na nich jest oparta impreza ta. A dla mnie wieś ta Studzienice się zwie. Za ziemskich wojen, to tu się działo, oj działo, nawet niedawno.
    Wracając jednak do nocy manewrów. Przechodzimy przez Yavinice, i drogą na północny wschód dochodzimy do punktu. Kawałek przecinką i jest obok słupa energetycznego. Kto dotknie ten odżyje.
    Teraz chyba najdłuższy odcinek naszej trasy. Przed nami punkt 11. Wracamy na drogę która opuszczaliśmy Yavin i idziemy na wschód. Mijamy kolejne drogi, przecinki, aż odnajdujemy tę właściwą na południe. Idziemy nią do skrzyżowania, za którym ma być punkt. Chyba nam się już zmęczenie zaczyna udzielać, bo nie schodzimy zaraz za skrzyżowaniem w lewo a po jakiejś chwili. Punkt co prawda jest, ale prawdopodobnie stowarzyszony.
    Idziemy do ostatniego 12 miejsca na naszej trasie. Głośnym ziewaniem nasze mózgi sygnalizują potrzebę hiperwentylacji. I tradycyjnie, najpierw przecinkę, skręt na drugą przecinkę, potem skręt na ścieżkę z której mamy skręcić na punkt. Przed nami widzimy światła drużyny. Widać, że są zdezorientowani i nie bardzo wiedzą co mają zrobić. My skręcamy, od razu w lewo i po chwili w lesie mamy punkt. Oni dzięki nam też. No niestety tak to już jest, ze inni korzystają na wiedzy drugich.
    Z Pk 12 prościutko do szkoły, na metę. Tutaj już nie dało się zabłądzić. Najpierw przecinką do drogi, a potem lekkie zboczenie z niej do szkoły gdzie jest meta. Zdajemy kartę i koniec. Teraz spać.
    Jesteśmy na mecie dość szybko. Pusta sala stwarza nam niesamowite możliwości znalezienia miejsca dla naszego namiotu. Ku zdziwieniu wszystkich jeszcze nie śpiących robimy to. Rozkładamy namiot na sali gimnastycznej, idziemy pod prysznic i zasypiamy słusznym snem zmęczonych.
    Ze snu wyrwały nas próbne dźwięki głośnika umieszczonego przy naszym namiocie. To nie był dobry wybór. Wygramolamy się i obserwujemy całe widowisko zakończenia. Niestety nie poszło nam tak jak ostatnio. Ostatecznie zajęliśmy dopiero 11 miejsce. Ale i tak warto było tu przyjechać chociażby dla samej przyjemności łażenia i podziwiania nocnych widoków. A, że buty przemokły, o tym się wnukom będzie opowiadać.
    Do zobaczenia na Darżlubie :)






    XXVI Manewry
    SKTP
    w Kaliskach



    Oficjalna strona zawodów


    relacja
    mapa trasy
                     ©2009 Pommerania.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone